Bolivian Cars with a Message *** Boliwijskie mądrości samochodowe

Prowadzenie samochodu w Boliwii nie jest nudne, siedzenie na miejscu pasażera również nie, o czym mogliście poczytać już nie raz na tym blogu. Ale to, co czyni poruszaniem się po ulicach Boliwijskich miast szczególnie ciekawym a nawet wciągającym, to dekoracje samochodów (tak na marginesie, to musi byc naprawde dobry biznes;)! Nie tylko tych prywatnych, ale również taksówek i autobusów (choć te tez mogą być sprywatyzowane;). Wydaje się, iż niemal każdy kierowca w Boliwii, a szczególnie w Santa Cruz, (bo tam powstały poniższe zdjęcia), chce się czymś wyróżnić, czy po prostu zakomunikować swoją filozofię życiową:)

Oto niektóre przykłady niezwykłego pędu do indywidualizmu, uzewnętrznienia swoich emocji, przekonań czy preferencji wypisanych jak na dłoni na środkach transportu. Aby owa galerie uporządkować, podzieliłam kierowców wedlug prostych kategorii, które czasem się przeplatają i komplikują. Zaczynamy więc od kierowców …

Driving in Bolivia is not boring, neither is sitting in the passenger seat, what you could read about on many occasions on this blog. But what makes getting around the streets of Bolivian cities particularly interesting and even addictive, is car decorations (this must be a great business btw;)! Not only of private ones, but also taxis and buses (although these too can be privatized;) It seems that almost every driver in Bolivia (especially in Santa Cruz where I took the photos) wants to distinguish himself from the other road users, or simply to communicate his life philosophy with the world :)
  
Here are some examples of this extraordinary individualism of Bolivian drivers, a rush to externalize their emotions, personal beliefs or preferences on the car. To sort a bit a gallery of photos, I divided the drivers according to simple categories, which sometimes got complicated:) Let’s begin the rally with the drivers….

Z niską samooceną / With low self-esteem: 

DSCN0309

Linia autobusowa 17 – najgorsza…/ Bus line no 17 – the worst…

DSCN0444 (2)

Widząc mnie, płaczą …/ They cry seeing me….

Markowi / Feelin’ trendy:

DSCN0313

DSCN0311

Wrogowie Spidermana i… studenci uniwersytetu/ Spiderman’s enemies and … university students:

DSCN0312

DSCN0697 (2)

Ze szczególnym  poczuciem humoru / With the special sense of humor:

DSCN0315

Uśmiechnij się, twoja kobieta mnie kocha…/ Smile, your woman (wife) loves me….

Religinji lokalni patrioci / Religious and local patriots:

DSCN0361

Tylko Religijni/ Just religious:

DSCN0465 (2)

Pan jest moim pasterzem…/ Lord is my shepherd…

DSCN0409

Oby Bog dal ci podwojnie to, co ty zyczysz mnie…/ May God give you twice of what you wish for me…

Rodzinni/ Family Guys:

DSCN0365

DSCN0410

Drogowi Filozofowie/ Street philosophers:

DSCN0363

Trzymam się z dala od plotek i śmieje się z zazdrośnikow/ I stay away from the gossip, laughing at those who are jealous…

Optymiści/ Optimists:

DSCN0695 (2)

Usmiechnij sie, wszystko mija! / Smile, everything passes!

Magicy/ Magicians:

DSCN0701 (2)

Nie jestem magikiem, ale rzuce na ciebie moj pylek i znikne…/ I am not a magician but I will throw my powder at you and disappear…

Olewacze/ Don’t give a fuck(ers):

DSCN0721

DSC01550

Romantyczni Olewacze/ Romantic don’t give a fuck(ers):

DSCN0445 (2)

Religijni Romantycy/ Religious romantics:

DSCN0723

Romans bez ograniczeń…/ Romance with no limits…

Przedsiebiorczy/  Resourceful:

DSC01488

Na sprzedaż../ For sale…

DSCN0022

Na sprzedaż, moja dwojka dzieci…/ On sale my two children….

Rada: na wszelki wypadek, nie wsiadajcie do tego auta! / Advice: just in case, do not get in this car!

DSCN0408

Zdeprawowany…/ Depraved…

A tymczasem w Cohabambie taki autobus!/ And meanwhile in Cochabamba such bus!

DSCN0202

Tender, romantic and sincere:) / Mily, romantyczny i szczery;)

A na koniec nasze ulubione przeslanie samochodowe (niezarejestrowane na zdjeciu): Tu envidia es mi progreso! czyli – twoja zazdrosc jest moim postepem;) / And last, but not least, our favourite: your jeleusy is my progress:) 

A wy macie swoje ulubione samochodowe mądrości?/ Do you have your favourite car wisdom?

Public City Transport in Bolivia *** Transport miejski w Boliwii

Droga dwukierunkowa. Trzy pasy, oddzielone biala przerywana linia. Prawy z lotniska do miasta, lewy na lotnisko. Srodkowy, jak nam pani taksowkarz wyjasnila – do wyprzedzania. To tak w teorii, a w rzeczywistosci? Samochody parkuja na lewym i prawym pasie, a wszyscy jezdza posrodku. W obie strony. Az strach sie bac!

Tak wlasnie wyglada nowa droga na lotnisko w Santa Cruz de la Sierra, ktora po raz pierwszy podrozowalismy dzis z rana.  Wybudowana specjalnie na Szczyt Panstw Grupy 77 i Chin. Do tej pory myslelismy, ze ‘nowa droga’ to nic innego jak stara droga, ktora od dluzszego czasu znajduje sie w rozkopce. Coz, ta zbudowana dla prezydentow i przewodniczacych 78 panstw, okazala sie rowniez nie do konca wykonczona. A moze i tak, bo robotnikow ani widu alni slychu:) Co prawda, zdazono ulozyc cementowe plyty, ale nie zalano ich jeszcze asfaltem. Na obrzezach drogi posadzono palmy, ale chyba ich nie ukorzeniono przed przesadzka, bo wiekszosc wygladala na zupelnie wyschniete slupki. Trawy na poboczu nie posadzono, ale co kawalek ulozono dekoracyjne gliniane dzbany. Chyba tak sie spieszyli, by oddac te droge na czas, ze zapomnieli o jej oznakowaniu! Zreszta, dalej mamy czteropasmowke, przedzielona podwojna zolta ciagla, ale jak widac na zalaczonym zdjeciu, i to nie przeszkada taksowkarzom z lotniska w Santa Cruz, by wyprzedzac. W koncu, czas to pieniadz. Podobno, do nowej drogi maja dobudowac jeszcze trzy pasy, ale jak na razie sie na to nie zanosi – kolejna miedzynarodowa konferencja w tym roku nie jest przewidziana.

DSCN0003

Dzisiejsza obserwacja ‘zmusila’ mnie do napisania o tym, jak wyglada komunikacja miejska w najwiekszych miastach Boliwii. Kontynuujemy z:

SANTA CRUZ de la Sierra

Taksowki z lotniska sa pomalowane na kolor bialo-niebieski i odpowiednio oznakowane. Znaczy sie – bezpieczne. Jest to jednak zludne, bo kierowcy sa zwykle, lagodnie rzecz ujmujac, ‘niecierpliwi’. Nie straszne im dziury w drodze, kaluze, inne pojazdy. Liczy sie czas! Odbija sie to na wygladzie ich taksowek, ktore pamietaja lepsze czasy. Co ciekawe, o wypadkach z ich udzialem nie slyszalam, wiec moze sa juz zahartowani w boju?

Zreszta tak jak ich koledzy po fachu – kierowcy autobusow, tzw. micros i trufi – taxis, nie zwazajacy na nic (i na nikogo), byle by dotrzec do celu na czas. Czerwone swiatlo? Przeciez nas ono nie dotyczy, zdaja sie myslec.  Zreszta, nie zawsze mozna ich winic. Niedaleko naszego mieszkania znajduje sie skrzyzowanie, gdzie zamontowane sa tylko swiatla dla pieszych (normalnie, jest odwrotnie). Dodam tylko, ze kierowcy wydaja sie byc troche skonfundowani.

Stan wiekszosci pojazdow komunikacju miejskiej najwiekszego i najbogatszego miasta Boliwii pozostawia zas wiele do zyczenia, choc zdarzaja sie rowniez nowsze okazy.

Dowiedzialam sie ostatnio o istnieniu strony internetowej, pokazujacej i kalkulujacej trasy przejazdu autobusow – Cruzero! Niesamowite narzedzie, choc nie zawsze mozna ufac mapkom:)

564701_10152316517469048_1969951900_n

LA PAZ

Jak ukazuje powyzsza grafika, mieszkancy andyjskiej stolicy ciesza sie od niedawna nowymi, nowoczesnymi i czystymi autobusami, o wdziecznej nazwie – Puma Katari. Takie, ktore znamy z ulic europejskich miast. Co prawda, niewiele ich jeszcze jezdzi, ale od czegos trzeba przeciez zaczac! Oprocz nowych busow mamy rowniez do dyspozycji biale busiki, wszechobecne taksowki oraz… TELEFERICO, czyli kolejke gorska miejska. ‘Mi Teleferico’ jest drozsze od autobusow, ale szybsze, wygodniejsze i zapewniajace piekne widoki na miasto polozone na wzgorzach. Jak na razie ukonczono tylko jedna linie (Linea Roja), ale dobre i to!

laestrelladeloriente

Fot. laestrelladelloriente.com

COCHABAMBA

Kulinarna Stolica Boliwii tez ma swoje teleferico, ale nie liczy sie ono jako komunikacja miejska, bo prowadzi tylko do Chrystusa na wzgorzu San Pedro. Czym sa za to ‘pumy’ La Paz wobec takiego autobusu?

DSCN0384 (2)

Cochabambinos przescigaja sie w dekorowaniu swoich pojazdow, przyklejajac na karoserii kolorowe naklejki czy przyczepiajac do anteny kolorowe wstazki, dumnie powiewajace na wietrze. W srodku zas, obok obrazkow swietych, zobaczymy takze ‘gole dupy’ i inne dewocjonalia. Sa to istne ‘burdele na czterech kolkach’ – ciemne, obskurne, duszne w srodku oraz wypacykowane na zewnatrz. Zawsze zauwazalne – zapraszajace do srodka glosnymi i skocznymi tradycyjnymi rytmami.

Oprocz TAKICH autobusow, zaobaczymy rowniez w Cochabambie niezliczone taksowki oraz busy – tak jak i w innych miastach poruszajace sie wzdluz tajemnej trasy. Tajemnej dla nietutejszego, bo miejscowi zawsze wiedza, ktory numer wziac, by dostac sie z punktu A do punktu B. Podobno dostepne sa mapy komunikacji miejskiej, ale nikt nie wie gdzie je mozna dostac. Moze kopie skonczyly sie jakis czas temu i zapomniano dodrukowac, jak mialo to miejsce w Santa Cruz?

Jak kierowcy autobusow, tak i lotnisko dba o wizerunek Miasta Wiecznej Wiosny. Z lotniska zabierze nas bowiem nowiusienka, bialusienka i czystusienka taksowka, z elegancko ubranym taksowkarzem za kierownica. Kierowac on bedzie z wielka uwaga i cierpliwoscia, coby nie zarysowac nowej karoserii.

*

Jak sie okazuje, nawet po komunikacji miejskiej widac roznice w kulturze, kolorycie, ale niekoniecznie w zasobnosci portfela poszczegolnych regionow kraju. Wszedzie jednak zetkniemy sie z chaosem, tak typowym dla Boliwii. Musze jednak zaznaczyc, ze kierowcy komunikacji miejskiej w Boliwii maja chyba najtrudniejsza prace na swiecie! Nie tylko jezdza gruchotami po niebezpiecznych ulicach, ale rowniez w tym samym czasie kasuja za przejazd, wydajac reszte (!) oraz odpowiadaja na pytania zagubionych pasazerow. Przy calym tych harmiderze, udaje im sie zachowac stoicki spokoj. Naprawde, godne podziwu, ale nie do pozazdroszczenia.

Ceny komunikacji miejskiej na dzien dzisiejszy (06/2014)

Santa Cruz:

Micro Autobus i Trufi -taxi = 2 bs.

Taksowka = od 8 bs. w gore.

Taksowka z lotniska do centrum = 60 Bs.

La Paz:

Teleferico = 3 bs.

Autobusy = od 2 bs.

Taksowka = od 10 bs. 40 bs/godzina.

Taksowka z lotniska do centrum = 60 bs.

Cochabamba:

Autobus i trufi = od 2 bs. (po ostatnich protestach)

Taksowka = od 6 Bs.

Wygodna taksowka z lotniska do centrum = 30 Bs.

 Jezeli interesuja Cie ceny przejazdow miedzy miastami, warto zajrzec tu:

  • ‘Podrozujac po Boliwii” —> klick,
  • ‘Samochodem po Boliwii‘ —> klik,
  • Bezpieczna Boliwia: poradnik dla przewrazliwionych‘ —> klik.

Inne przydatne linki:

Pociagi: Ferroviaria Oriental (Santa Cruz) www.ferroviariaoriental.com, Ferroviaria Andina (La Paz) www.fca.com.bo

Samoloty: Boliviana de Aviación (www.boa.bo), Amazonas (www.amaszonas.com)

***

Two-way road. Three lanes, separated by a white dotted line. The right one leads from the airport to the city, left one to the airport. Middle lane, as explained by the lady taxi driver – to overtake. This is theory, but in reality? Cars park on the left and right lanes (using them as a hard shoulder), and everybody else seem to drive in the middle. In both directions. God help us!

That’s how a new road to the airport in Santa Cruz de la Sierra looks like, which we traveled for the first time today in the morning. It was built specifically for the Summit of the G 77 and China. Until now, we thought that the ‘new road’ is nothing else than the old road, which has been in construction since a while. Well, the special road for presidents of 78 states, also turned out to be not quite finished yet. Or maybe I am wrong, as there was no sight of the workers or any visible works? They laid cement plates, but not yet the asphalt. They planted palm trees on the sides but I think they forgot to root them properly, as the most of the trees looks like completely dried up sticks. Grass on the side of the road has not been planted, but they decorated it with big clay pots  in traditional Camba style. I guess, they must have been in a  hurry to finish it in time for the summit, but they forgot to put the signs up! Anyway, further proper four-lanes road, divided by double yellow continuous line is not being quite respected either – overtaking on double continuous yellow line is a norm for a taxi drivers in Santa Cruz. In the end, time is money. I heard that they supposed to build three more lanes, but there is no plans for another international conference this year.

DSCN0001

Today’s observation ‘has forced’ me to write about how the city transport looks like in the biggest cities of Bolivia. Let’s continue with:

SANTA CRUZ de la Sierra

Airport taxis, painted in white and blue are marked accordingly. That means they are safe. However, this is deceptive, because the drivers are usually, mildly speaking, impatient. Big hole in the road? Puddles, other vehicles on the way? No problem. Time is running out! The taxis, which remember better times, reflect the reality of the road. Interestingly, I haven’t heard of any casualties involving airport taxis, so maybe the drivers are really as skillful as they think they are?

Just like their friends – buses and trufi – taxis drivers, who doesn’t mind anything (or anyone), as long as they get to their destination on time. Red light? Surely it does not concern us, they seem to think. However, they are not always to blame. Near our apartment there is an intersection fitted  with pedestrians light signalisation only (normally, is the opposite). I will only add that the drivers seem to be a bit perplexed.

The state of most public vehicles in the biggest and richest city in Bolivia, is mostly poor, but there are also some recent models on the run.

I found out quite recently that there is a website showing and calculating bus routes – Cruzero! Amazing tool, however not always showing right maps:)

DSCN0011

LA PAZ

The second picture from the to shows that the citizens of the Andean capital enjoy new, modern and clean buses, aptly named – Puma Katari. The same, as we know from the streets of European cities. Admittedly, there are still not many of them on the streets, but that’s a good start! In addition to the new buses, the Pacenos have also little busses at their disposal, ubiquitous taxis and … teleferico, or city cable cars, in other words. ‘Mi Teleferico’ connects La Paz and El Alto where the highest airport in the world operates. It is more expensive than buses, but faster, more comfortable and guarantee some beautiful views. So far there is only one line (Linea Roja), but again… that’s a good start;)

COCHABAMBA

The Culinary Capital of Bolivia has its own teleferico, but it doesn’t count as the public transport as it leads only to Christ on San Pedro Hill. However, what are ‘pumas’ of La Paz compering to such a bus? Cochabambinos outdo each other in decorating their vehicles, sticking different stickers or pinning colorful ribbons, flapping in the wind, to their busses. Inside, next to a picture of the saints you can see also ‘naked ladies’ and other religious articles. These are the real ‘brothels on four wheels’ – dark, dingy, stuffy inside and flashy outside. Always noticable – inviting inside with loud and lively traditional tunes.

In addition to SUCH buses, there are countless trufis and taxis in Cochabamba, as in other cities, moving along secret routes. Secret for someone foreign, because the locals always know which number to take to get from point A to point B.  Apparently the maps of public city transport are available, but no one knows where. Maybe shops ran out of copies some time ago and they didn’t print them anymore, as in happened in Santa Cruz?

Just as drivers of buses, so the airport takes care of the City’s of Eternal Spring image. We will travel from the airport with a brand-new, snow white and ultra-clean taxi, with elegantly dressed taxi driver behind the wheel. He will drive us with great attention and patience, not to scratch the new paintwork.

*

As you can see, even the public city transport service reflects differences in culture, atmosphere but not necessarily the finances of various regions of the country. They have, however, something in common – chaos, so typical of Bolivia. But I must mention here that the drivers of public transport in Bolivia may have probably the hardest job in the world! Not only they have to drive old vehicles on the dangerous streets, but also at the same time they charge for a ride, give a change (!) and answer the questions of lost passengers. And even in such a chaotic environment they manage to stay calm. Truly admirable, but not to be envied!

Prices of city transport up to date (06/2014)

Santa Cruz:

Micro Bus and taxi Trufi = 2 bs.

Taxi = from 8 bs.

Taxi from the airport to the center = 60 Bs.

La Paz:

Teleferico = 3 bs.

Buses = from 2 bs.

Taxi = from 10bs. 40 bs./h.

Taxi from the airport to the center = 60 bs. (airport shuttle 3.80 bs.)

Cochabamba:

Bus and trufi- taxi = from 2 bs. (after the recent protests)

Taxi = from 6 Bs.

Comfortable taxi from the airport to the center = 30 Bs.

If you are interested in prices for trips between cities, check it out:

Other useful links:

By train: Ferroviaria Oriental (Santa Cruz) www.ferroviariaoriental.comFerroviaria Andina (La Paz) www.fca.com.bo

By plane: Boliviana de Aviación (www.boa.bo), Amazonas (www.amaszonas.com)

Bon & Safe Voyage *** Bezpiecznej drogi juz czas!

Po zmroku, kiedy zrobilo sie zimno, pozegnalismy sie z goscinnymi gospodarzami i udalismy z powrotem do halasliwego centrum wielkiego miasta. Po drodze bylismy swiadkiem wypadku drogowego – taksowka uderzyla w motocykl. Kierujacy nim mezczyzna mial prawdopodobnie polamane nogi, podrozujaca z nim kobieta lezala bezwladnie na ulicy, twarza do ziemi. Ludzie wezwali karetke, starajac sie pomoc, a raczej nie zaszkodzic poszkodowanym, czekajac na przybycie pogotowia.

Tragiczna scena, bedaca jednak kwintesencja kultury drogowej w Boliwii, a raczej jej braku. Mimo swiatel i znakow, pierwszenstwo zazwyczaj ma tutaj wiekszy i szybszy – o czym mozna przekonac sie spacerujac po Santa Cruz i kazdego dnia uciekajac z zyciem przed rozpedzonymi autobusami czy taksowkami, ktore mimo czerwonego swiatla wcale nie maja zamiaru zwolnic, a zatrzymuja sie zwykle po przekroczeniu i tak niewidocznych pasow dla pieszych. Tak samo prawdopodobnie bylo i w przypadku tej nieszczesnej pary na motorze, w ktora uderzyla taksowka. Impakt podobno nie byl najwiekszy, chociaz po porozrzucanych kawalkach motoru i samochodu, oraz osobach ulozonych w przeciwnym do siebie kierunku, mozna bylo wnioskowac inaczej. Od razu rzucilo nam sie jednak w oczy, iz glowe kierowcy motocykla chronil kask, natomiast jego brak u kobiety zapewne byl powodem, iz lezala ona nieprzytomna twarza do ziemi…

Odjezdzajac z miejsca wypadku, z calego serca zyczylam tej rodzinie (para zapewne byla malzenstwem), powrotu do zdrowia. Mam nadzieje, ze ten wypadek uswiadomil, chocby tej garstce gapiow obecnych na miejscu zdarzenia, iz zycie i zdrowie ludzkie nie jest warte kilku przechytrzonych swiatel, bycia kilka sekund predzej w domu, czy oszczednosci na zakupie kasku dla pasazera…

Serce mi sie sciska, kiedy pomysle o tym, ile osob stracilo zycie w ten sposob, szczegolnie obserwujac codziennie cale rodziny – matke i ojca z dwojka malych dzieci, scisnietych na jednym motorze. Oczywiscie przewaznie nikt z nich nie ma kasku. Warto tak ryzykowac?

Sama dziekuje Bogu, gdy bezpiecznie udaje nam sie dotrzec do domu z lotniska, pomimo iz siedzielismy w rozgruchotanej taksowce, pedzacej co najmniej 100 km na godzine, bez pasow bezpieczenstwa. W Boliwii nie ma obowiazku ich zapinania, ba! nie ma obowiazku ich posiadania (prosze mnie poprawic, jezeli sie myle). Sama pamietam czasy, kiedy jako maly szkrab siedzialam w ‘maluchu’ cioci, jadacym okolo 20 km na godzine, z piatka kuzynow na tylnym siedzeniu, i nowym telewizorem na przednim. Ale byly to inne czasy. Dzis, kiedy niemal kazdy moze sobie pozwolic na samochod, a gladkie asfaltowe drogi wrecz ‘zapraszaja’ do szybkiej jazdy, pasy bezpieczenstwa powinny byc podstawa. Tak samo jak kask. Wypadki chodza po ludziach wszedzie, a jezeli juz sie przytrafia, to najwazniejsze jest by zminimalizowac ich skutki.

Mam nadzieje, ze rzad Boliwii sobie to w koncu uswiadomi, i zamiast wydawac kolejny dekret o ochronie jakiegos narodowego tanca, pomysli o bezpieczenstwie i ochronie swoich obywateli, ustanawiajac prawo o ‘przymusowym’ stosowaniu pasow bezpieczenstwa oraz noszenia kasku przez osoby na motorze czy rowerze (ktorych tutaj raczej czesto sie nie spotyka). Egzekucja przepisow zajmie na pewno troche czasu, ale jezeli zatrudnia sie osoby, kontrolujace ilosc pasazerow na przednim siedzeniu taksowek (juz nie 3 ale 2), to na pewno mozna skontrolowac i inne rzeczy przy okazji. Nie przyczyni sie to moze do zmniejszenia liczby wypadkow, ale z cala pewnoscia uratuje zycie niejednej osobie.

Jak natomiast radza sobie osoby jak ja, ‘skazane’ na publiczny transport? Coz, duzo zrobic nie moge – moze jedynie trzymac za siebie kciuki, modlic sie o szczesliwe dotarcie do celu, zwrocic uwage na zachowanie kierowcy i jego jazde, a jezeli sie da, zapinac pasy lub trzymac sie poreczy. Zdazylo sie nam poprosic taksowkarza aby zwolnil – nie wiem jak jemu, ale nam az tak bardzo nie spieszylo sie na tamten swiat.

Najbezpieczniej wydawaloby sie, jest przemieszczac sie z miejsca na miejsce pieszo, o ile jest to mozliwe, ale i wowczas trzeba miec koci refleks i oczy dookola glowy. Dlatego tez, na zakonczenie mojej opowiesci, chcialabym zyczyc nam wszystkim:

szczesliwej, szerokiej a przede wszystkim bezpiecznej drogi!

***

After dark, when it got cold, we decided to say goodbye to our welcoming hosts and go back to the noisy city center. On the way, we were witness to a traffic accident – taxi struck the motorcycle. Its driver had probably broken legs and a second female passanger was lying limply on the street, face to the ground. People have called an ambulance, in a meantime trying to help by not harming the victims, waiting for the arrival of the ambulance.

This tragic scene is unfortunatelly the essence of a road culture in Bolivia, or rather the lack of it. Despite the traffic lights and signs, usually the bigger and faster vehicle acts as a ‘king of the road’– thing I experience walking on the streets of Santa Cruz, every day having to flee for my live before speeding bus, which despite the red light does not have the intention to slow down, and usually stops after an invisible pedestrian crossing. Creeping and peeping (as my drivig instructor used to say) while waiting for a green, together with so called swan necks, are the most popular rules of this daily race.  That was also a case when the taxi hit the unfortunate couple on motorcycle. Impact apparently wasn’t that great, although the scattered pieces of motorcycle and bodies stacked in the opposite direction, proved the oposite. We noticed imediately that the man had a helmet, which protected him during the actident, while its absence on a woman’s head was probably a reason, that she was lying unconscious, face to the ground …

Driving away from the scene, I wished with all my heart all the best for this  family (the couple probably was married) and fast recovery. I also hoped that this event make some of the people realise that human life and health is not worth this few red lights, being a few seconds sooner at home, or saving on buying a helmet for the second passenger …

My heart cryes, when I think how many people lost their lives this way, especially seeing every day whole families on one motorcycle – mother, father with small children. Of course, mostly none of them have helmets. Is it really worth a risk?

I thank to God when once again we reach our home safetly returning from the airport, after sitting in a taxi that falls apart, going at least 100 km per hour, without a seat belt. In Bolivia, there is no obligation to wear one, what’s more, there is no obligation to have it either (please, correct me if I am wrong). I can remember times when a as little girl I was in my aunt’s ‘Fiat 126p’, moving about 30 km an hour, with five cousins ​​in the back seat, and new TV in a front. But these were different times. Today, when almost everyone can afford a car and smooth asphalt roads ‘invite’ to driving at high-speed, seat belts should be essential. Just like a helmet. Accidents happen everywhere, but the most important is to minimize their effects.

I hope that the Bolivian government will finally realise that problem, and instead of passing another law to protect another national dance, it will think about the safety and protection of its citizens, by issuing a decree ‘forcing’ use of seat belts in cars and helmets by individuals on a motorcycle or bike (surprise, surprise, you won’t se many cyclist here). Law enforcement always take some time, but if they can employ people to control the number of passangers in the front seat of taxis (now 2 not 3), they certainly could checked also the other things. I doubt that this would reduce the number of accidents, but it will certainly save more lives.

You might wonder how people like me, ‘condemned’ to public transport, cope here? Well, I can’t do much – only to keep my fingers crossed, pray for safe trip, pay attention to the behavior of the driver and his driving skills and style, and if possible, wear the seat belt and hold the handrail. We were not shy to ask a taxi driver to slowed down – I don’t know what about him, but we are not in a hurry ‘to get to the other side’ yet.

It seems that the safest would be to move from place to place on foot, if only possible, but even then one needs to have catlike reflexes and eyes around the head. Therefore, finishing my story,

I wish myself and everybody out there – bon & safe voyage!

On the Way to Porongo *** W drodze do Porongo

W ubiegłą niedziele postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do miasteczka Porongo, oddalonego o zaledwie 15 km od Santa Cruz de la Sierra. Właśnie, tylko 15 km a podróż zajęła nam niemal godzinę!

Ale zacznijmy od początku: z mojej ulubionej mapy (która obecnie składa się z 4 kawałków;) wynikało, ze ‘autobus’ do Porongo odchodzi z okolic ‘Mercado Ramada’, chociaż samego środka transportu od początku nie byłam pewna – zresztą zobaczcie sami dlaczego.

Last Sunday we decided to take a trip to the town of Porongo located just 15 km from Santa Cruz de la Sierra. Exactly, only 15 km away and the journey took us almost an hour!

But let’s start from the beginning: my favorite map (which currently consists of 4 peaces;) showed that the ‘bus’ to Porongo is leaving from the area beside ‘Mercado Ramada’, however I wasn’t sure what kind of transport that is from the very beginning as the map featured something looking like a truck.

DSCN0886

Po 15 minutowym spacerze do bazaru Ramada i około 15 minutowym oczekiwaniu z 15 innymi ludźmi, z których nikt zdawał się wiedzieć, o której godzinie przyjedzie ‘autobus’, cześć pasażerów zrzuciła się na taksówkę, a cześć pobiegła w dol ulicy. Podejrzewaliśmy, ze dostali cynk o ‘autobusie’ i postanowili zająć sobie miejsca siedzące. I to było prawda, tylko zamiast autobusu przyjechała mała ciężarówka (zupełnie taka jak na mapie, nawet kolory się zgadzały!), zapełniona pasażerami – siedzącymi i stojącymi. Byliśmy świadkami scen dantejskich – czekający z nami ludzie zaczęli biec za ciężarówką i wskakiwać na przyczepę w biegu. W tym momencie oboje z Freddim spojrzeliśmy na siebie i zgodnym głosem postanowiliśmy złapać taksówkę:)

After 15 minutes walk to the bazaar Ramada and about 15 minutes of waiting with 15 other people, none of whom seemed to know what time the ‘bus’ is coming, some of the passengers had shared a taxi, while the others run down the street. We suspected that they got a tip that the ‘bus’ is close and decided to go ahead to take seats. All of that was true, and soon we saw in a distance a small truck (the same as on the map, even the colours were matching!), full of people – sitting or standing up. We were witnesses to hair-raising scenes- previously waiting with us people started to race to the truck, jumping on the trailer in a run. At this point, we looked at each other and decided to catch a taxi instead :)

Nie kosztowała aż tak dużo, bo tylko 50 bs. i wyruszyliśmy – minęliśmy centrum, przejechaliśmy przez most i wyschnięte koryto rzeki Pirai, minęliśmy bogate kondominia i Biocentro Guembe, i podążaliśmy dalej piaszczysto – kamienista, miejscami podtopiona droga. Tak, 50 bs. za taka dluuuuuga i ‘niespokojna’ podróż to naprawdę niewiele, zważywszy na ryzyko złapania gumy czy zepsucia amortyzatorów taksówki, które i tak były dosyć wiekowe.

It wasn’t so expensive at the end – it cost 50 bs. So we went – we passed the city center, went through the bridge Urbo and the dried out riverbed of Pirai, passed by some rich condos andBiocentro Guembe, following sandy, rocky and in places flooded road. Yes, 50 bs. for such a looong and ‘anxious’ journey is really not much, considering the risk of taxi breaking down on a way.

I dojechaliśmy. Spodziewałam się czegoś w rodzaju Cotoki – ale zamiast gwarnego miasteczka z niedzielnym bazarem zastaliśmy senne, przestronne i jakże urocze miejsce!
Cos mi się wydaje, ze miasteczko to zachowało swój charakter tylko dzięki trudnej przeprawie z Santa Cruz (do Cotoki prowadzi autostrada), ale dowiedzieliśmy się, ze władze maja w planach budowę asfaltowej drogi w 2014. Dobrze wiec, ze znieśliśmy trudy ‘podróży’ i mieliśmy okazje przyjrzeć się spokojnemu życiu mieszkańców Porongo i jego niezmienionej od czasów kolonialnych architekturze.

Before we got there I was expecting to see something like Cotoca – but instead of the bustling town with Sunday bazaar we found ourselves in a sleepy, quiet and very charming place! It seems to me that Porongo kept its original character only because of commuting problems  with Santa Cruz (Cotoca is connected with a big city by highway), but we learned that the authorities have plans to build an asphalt road in 2014. We were lucky then to have an opportunity to see Porongo in its natural state.

Ta niewielka osada została założona w 1714 roku przez zakonnika Santiago de Rivero, jako Misja ‘San Juan Bautista de Porongo’. W rogu ogromnego placu, którego jedna cześć stanowi pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej porośnięte trawa, stoi drewniany kościół z rozłożystym spadzistym dachem, tak typowym dla jezuickich kościołów misyjnych na tym terenie.

This small colonial village was founded in 1714 by Fray Santiago de Rivero as a Mission of “San Juan Bautista de Porongo ‘. In one corner of the huge square courtyard stands a wooden church with sloping roof, so typical for the Jesuit churches in the area.

DSCN0884

Chociaż stylistycznie należy on do zespołu ‘Misiones Jesuiticas de Chiqutos’, objętych ochrona UNESCO, kościół w Porongo jest o wiele skromniejszy od swoich sławnych siostrzanych kościołów Chiquitanii —> klik. W jednonawowym wnętrzu, podpartym drewnianymi kolumnami, można podziwiać drewniany barokowy ołtarz i imponującą ambonę.

Although stylistically it belongs to the  “Misiones Jesuitas de Chiqutos’, protected by UNESCO, Porongo church is much more modest than his famous sister’s temples of Chiquitania. One-aisle interior, supported by simply carved wooden columns, houses baroque altar and impressive wooden pulpit. 

DSCN0869

DSCN0871

Przed skwarem dnia można schronić się w cieniu rozłożystych ‘babińców’, a jak się znudzi, to można wejść po krętych schodach na drewniana dzwonnice, a nawet ‘zabić’ w jeden z trzech, nadgryzionych zębem czasu dzwonów. Wszystko to stoi otworem dla garstki przybyszów.

You can also hide from the heat under wide porch or you can climb the winding wooden stairs to the bell tower. All of this is open to visitors.

DSCN0879

DSCN0874

DSCN0880

DSCN0883

Po zwiedzeniu kościoła, można wybrać się na przechadzkę wokół ogromnego placu, kryjąc się w cieniu bardzo starych drzew, podziwiając otaczające plac budynki z dekoracyjnymi drewnianymi portykami i bogatą dekoracją malarską.

After visiting the church, you can take a stroll around the huge square, in the shade of very old trees and admire the surrounding buildings with decorative wooden porticoes and often decorated with frescoes.

DSCN0862

DSCN0863

Przy okazji można zakupić achachairu (od grudnia do marca), pogawędzić z przyjaznymi sprzedawczyniami, a następnie zjeść owoce odpoczywając na ławce w cieniu drzew lub przy zimnym piwie w małym sklepiku ukrytym w cieniu portyku. Można jeszcze pogłaskać psa, a po posiłku umyć ręce w jednym z kraników, dostępnych przy placu:)

In a meantime, you can buy some achachairu (form december to march), chat with friendly vendors, then eat fruits resting on a bench in the shade of trees or enjoying a cold beer in a nice little shop hidden in the shade of the porch. You can even pat the dog and wash your hands after a meal in one of the taps on the square :)

DSC00308

Perfekcyjne miejsce na niedzielne popołudnie! Tak blisko a jednocześnie tak daleko…

Perfect place for Sunday afternoon! So close and yet so far ...