Sucre – Today Me, Tomorrow You *** Dzisiaj ja, jutro ty

Dokąd teraz?

Przeglądając mapę przy pysznym śniadaniu, postanawiam odwiedzić pobliskie Muzeum Etnograficzne, przy Calle Espana. Już wcześniej zwiedzałam te okolice, ale jakoś przegapiłam znak. Poza tym, w pobliżu znajduje się piękny kościół, któremu chciałam zrobić kilka zdjęć.

Muzeum okazało się ‘butikowe’ (ale za to bezpłatne) – zaledwie dwie sale pogrążone w ciemności, a wśród ekspozycji kilkadziesiąt tradycyjnych masek (używanych przede wszystkim w tańcach), z różnych regionów Boliwii. Jedne pięknie podświetlone, inne nie. Niestety nie można było robić zdjęć, wiec nie mogę podzielić się wrażeniami estetycznymi, a jedynie odwołać się do wpisu z Urkupiñy, w którym zamieściłam zdjęcia z parady tanecznej.

Where to next?

While reviewing a map and eating breakfast, I decided to visit the nearby Ethnographic Museum, on Calle Espana. I have seen the area earlier, but somehow I missed it. Besides, museum is located near to the beautiful church, so I had another opportunity for some pictures.

Museum turned out to be a ’boutique’ one (but at least it was free of charge) – just two dark rooms with many traditional masks (used in dances) from different regions of Bolivia. Some beautifully lit, some not. Unfortunately, it’s prohibitet to photograph there, so I can’t share my aesthetic thrill, but only send you to my post of Urkupiña, in which I posted pictures from the parade.

Oglądanie różnobarwnych masek o fantazyjnych formach z bliska, to zupełnie inne doświadczenie oraz lekcja w pigułce o geografii i tradycjach, a także różnicach tego ‘wielonarodowego’ kraju: ogromne, kolorowe, plastikowo – szklane maski z Diablady i Los Tobas, jak i zupełne inne w swym charakterze maski z Tarijy (południowy kraniec Boliwii) – drewniane, bardziej przypominające Afrykańskie. Są również maski zrobione z tkanin (przypominające pacynki) oraz z … czaszek zwierząt.

Watching these multicolored masks with fancy forms from up close, it’s a completely different experience and a great lesson of geography and bolivian traditions, so varied in this ‘multinational’ country. I’ve seen huge, colorful, plastic and – glass made masks of Los Tobas and Diablada dancers and completely different in character mask from Tarija (Southern Bolivia) – wooden, that reminded me African ones. There were also masks made of fabric (resembling puppets) and of animal … sculls.

Wychodząc z muzeum, skręciłam w lewo i odwiedziłam (kolejny raz) jedyny kościół, który wydaje się być zawsze otwarty -‘San Francisco’ z polowy XVI w. Od razu zwróciłam uwagę na  portrety olejne (zapewne) patronów świątyni w przedsionku, zaraz potem na ogromny pozłacany barokowy ołtarz główny i przepiękne złocone kasetonowe sklepienie.

After I left the museum, I went to visit (once again) the only church that seemed to be always open – ‘San Francisco’ from the mid-sixteenth century. I immediately turned my attention to oil portraits of the temple patronsin the vestibule and  soon after that I was starying at the huge gold-plated Baroque high altar.

Kościół franciszkański usytuowany jest pomiędzy ‘Plaza Juan Frias’ – odgrodzonej od ruchliwej ulicy pobielanymi arkadami, a ‘Museo Historico Militar’ – na którego dziedzińcu można zobaczyć starodawne armaty jak i model małego samolotu, a także….targi książek. Nawet nie próbowałam szukać wejścia do środka, ponieważ nie interesują mnie za bardzo militaria.

W okolicy bazaru przy Calle Ravelo znajduje się kilka malutkich sklepów z pamiątkami, w których spróbowałam wykorzystać swoje nowo nabyte umiejętności w targowaniu. I co? Udało się całkiem niezłe, niezbyt dobrze wyszłam tylko na plecionym pasku, za który zapłaciłam 28 bs. (zeszłam z 40bs.) – by chwile później kupić całkiem podobny, a nawet lepszy za 20bs.! (tym razem powiedziałam, ze mam tylko 20  w kieszeni i ani ‘centavo‘ więcej:) Swoja droga, piękne są te ręcznie plecione paski, ale jeszcze nie doszłam do tego, jak się je powinno nosić, ponieważ ich końcówki są trochę niekonwencjonalne.

Franciscan Church is located between ‘Plaza Juan Frias’ – separated from the busy street by white arches and ‘Museo Historico Militar’, with the old cannons and a small model aircraft on its courtyard, as well as book fair. I wasn’t even trying to get inside as I am not interested in military.

Beside the local bazaar on Calle Ravelo you can find several tiny souvenir shops ad stands, where I tried to use my newly acquired skills of bargaining. And? It worked pretty well, I just wasn’t entairly happy with the braided belt, for which I gave 28 bs. (first price was 40bs.) when a moment later I bought quite similar one for 20bs.! (this time I said that I only have 20 in my pocket and not a “centavo” more :) By the way, these are beautiful hand-woven belts, but I still can’t figure out how they should be worn as they have very unconventional ends.

Niedaleko znajduje się uroczy barokowy kościołek ‘San Miguel’, schowany w cieniu wielkiej żeliwnej (i oczywiście zamkniętej) bramy. Co mnie w nim urzekło? – Cudownie naiwnie prymitywne płaskorzeźby zdobiące elewacje. Gołym okiem widać tutaj owcy metysaż form sztuki narzuconej przez konkwistadorów i sztuki pierwotnej, Inkaskiej. Naprawdę urocze:)

Nearby I saw a charming baroque church of ‘San Miguel‘, tucked away from the street in the shadow of a tall iron gate (of course closed). What was so caprivating in it? – wonderfully naive primitive reliefs on the facade. With the naked eye can be seen here mix of forms imposed by the conquistadors and ancient Inca art. Really cute :)

Na leniwe popołudnie warto jest wybrać się do Parku ‘Simon Bolivar’ – ulubionego  miejsca zakochanych par, dzieciaków wspinających się na miniaturę wieży Eiffla (która wcale nie przypomina oryginału) i studentów praktykujących tance tradycyjne. Park zapełnia się muzyka szczególnie po zmroku, a po drodze można podziwiać wspaniale oświetlone neoklasyczne budowle ‘Gran Teatro Mariscal’ i ‘Corte Supremo’ (sadu), a także ‘kościelna’ fasadę Szpitala Sw. Barbary.

On a lazy afternoon, it is worthwhile to walk to the ‘Simon Bolivar Park’ – favorite place of couples, kids climbing on the miniature Eiffel Tower (which does not resemble the original) and students practicing traditional dances. Park fills up with the music especially after dark, when the neoclassical buildings of ‘Teatro Gran Mariscal ‘and’ Corte Suprema “, as well as ‘ecclesial ‘façade of St. Barbara Hospital are beautifully lit. 

Podobno niedaleko można zwiedzić nieczynna stacje kolejowa ze starymi pociągami, ale gdy przeczytałam, ze grasują tam bezpańskie psy, postanowiłam ominąć te atrakcje.

Apparently, it is aso possibile to visit an old railway station nearby, but as I read something about strain dogs there, I decided to bypass this attraction.

Wracając ze zwiedzania atrakcji turystycznych miasta, spacerowałam po rynku starając się zabić troszkę czasu, który mi pozostał do obiadu ze znajomymi. Przechodząc obok jakiegoś urzędu, postanowiłam wejść do środka i zapytać, czy mogę pozwiedzać i zrobić zdjęcie ogromnego witraża, który przyciągnął moja uwagę. Ku mojemu zdziwieniu, pan strażnik nie miał nic przeciwko, a nawet więcej – zaprowadził mnie na górę, skąd mogłam sfotografować wieżę jakiegoś kościoła!

Returning from visiting tourist attractions, I was walking through the market place, trying to kill a little time, which I I had left to the lunch with friends. Passing next to some office, I decided to enter its gate and ask if I can get a quick peak and take some pictures of a huge stained-glass window, which attracted my attention. To my surprise, Mr. Guard had nothing against it, and even more – he took me upstairs, where I could take a picture of some tower!

Przyznam, że byłam z siebie bardzo zadowolona, nie tylko z uwagi na to, że udało mi się zwiedzić miejsce, którego nie było na mapie, ale dlatego, ze potrafiłam bez większych problemów poprowadzić konwersacje po hiszpańsku! Tak – po 2 miesiącach intensywnej nauki mogę posługiwać się nowym językiem – co prawda pokaleczonym, ale najważniejsze, ze się dogadam:)

Tak przy okazji zauważyłam niestety, ze wraz ze wzrostem znajomości hiszpańskiego, zanikły moje zdolności porozumiewania się po włosku, no ale cóż – coś za coś….

I must admit that I was very pleased with myself, not only due to the fact that I managed to visit this place, which was not on the map, but because I could without major problems lead the conversation in Spanish! Yes – after 2 months of intensive studies I am able to use the new language – quite broken, but most importantly, understandable :)

Unfortunately I’ve also noticed that with increasing knowledge of Spanish, my ability to communicate in Italian is disappearing, but well – something for something…

Idąc za ciosem, weszłam w kolejna bramę, by tym razem znaleźć się na przestronnym oszklonym dziedzińcu, z błyszczącą posadzka przypominającą tafle wody. Po chwili zbliżył się do mnie pan, pytając w czym może mi pomoc. Zapytałam wiec, co to za miejsce i czy mogę popstrykać trochę zdjęć, po czym dowiedziałam się, ze kiedyś w budynku mieścił się bank, a obecnie należy on do uniwersytetu. Po opowiedzeniu miłemu panu skróconej wersji mojego życiorysu, dostałam wolna rękę na sfotografowanie obiektu:) Piękne to miejsce, nieprawda?

Following up, I decided to enter another gate, to find myself this time in the spacious glass-enclosed courtyard, with a glossy floor, resembling water pool. After a while some man came up to me, asking what he can help me with. So, I asked, what is this place and if I can take some pictures. I found out that the building once housed a bank, and now it belongs to the university and after telling him a short version of my resume, I got a free hand to photograph the object :)

Po chwili stałam zaś w bramie budynku rządowego, z którego zostałam odprawiona z kwitkiem dzień wcześniej, pytając o zgodę na krótkie zwiedzanie. Magiczny musiał być to dzień (bądź mój łamany hiszpański tym razem brzmiał bardziej przekonywująco), bowiem pan strażnik powiedział, ze tak! Mogłam wiec wejść do środka, na dziedziniec i porobić zdjęcia. Na zakończenie dowiedziałam się, ze w przeciągu kilku tygodni dostępny będzie dla zwiedzających dach budynku, z którego będzie można podziwiać panoramę miasta. Będę o tym pamiętać przy następnej wizycie:)

After a while I stood in the gate of a government building, to which I was denied an access the day before, asking for permission to enter. It had to be magical day (or my broken Spanish this time sounded more convincing), because the guard said – yes! So I could enter the mansion and its courtyard to take pictures. Leaving, I found out that within a few weeks the building’s roof will be available for visitors, from where they would be able to admire the panorama of the city. I will remember that for my next visit :)

Innym razem, spacerując po bocznych uliczkach Sucre, weszłam w bramę budynku, który okazał się być Wydziałem Prawa – i oto przede mną widniał niemal zupełnie pusty i ogromny dziedziniec – miejsce nie tylko piękne, ale przede wszystkim zupełnie odcięte od gwaru miasta.

Another time, walking around the side streets of Sucre, I entered the gate of the building, which turned out to be the Faculty of Law – and here in front of me was almost completely empty and huge courtyard – a place not only beautiful, but also cut off from the bustle of city life.

Na trochę dłuższy spacer wybraliśmy się na najstarszy w Boliwii cmentarz, na którym spoczywają zarówno prezydenci, piękni i bogaci jak i zwykli mieszkańcy Sucre. Za drobna oplata (nie pamiętam ile, ale nie było to dużo) można znaleźć przewodnika (wystarczy popytać okolicznych dzieci, a zaraz kogoś przyprowadza), który opowie o najbardziej ‘wartościowych’ nagrobkach i osobistościach pod nimi spoczywającymi.

For a little longer walk you can go to the oldest Cemetery in Bolivia, with graves of presidents, beatifull and rich as well as an ordinary residents of Sucre. For a small fee (I do not remember how much, but it wasn’t much) you can find a guide (just ask around some local children and they will bring you someone), who will talk about the most ‘valuable’ graves and the people under them. 

Prawdę mówiąc, miejsce to niewiele rożni się od cmentarza publicznego w Cochabambie – cmentarz jest tylko trochę mniejszy i może bardziej zadbany (choć nawet pomniki prezydentów smucą suchymi kwiatami), ale zauważyłam, ze z powodu braku miejsca budynki również tu idą w gorę.

In fact, the place isn’t much different from a public cemetery in Cochabamba – is’s just a little smaller and maybe better kept (although even presidential monuments were covered with dry flowers), but I also noted that due to lack of space, new buildings are going up here too.

Brama cmentarna żegna nas (czy wita, jak kto woli)  dającym wiele do myślenia napisem:  ’Dzisiaj ja, jutro ty’.

A więc do jutra!

Cemetery in Sucre says goodbye (or welcome, if you prefer) with somehow unoptimistic (but how true!) words on its gate: “Today me, tomorrow you’.

So, see you tomorrow!

Sucre – Where (Not) to Sleep & Eat *** Gdzie (nie) spać i jeść

Wycieczkę po Sucre rozpoczynałam zawsze od pysznego śniadania w ‘Abis Cafe’ na Plaza 25 de Mayo (zaraz przy głównym placu). Trochę burżujsko, przyznaje, ale jak to mówią – pierwszy posiłek jest najważniejszy i nie ma to jak zjedzenie go w przyjemnym (czystym) lokalu.

Alternatywa były własnoręcznie sporządzone kanapki w hostelowej ‘kuchni’ – normalnie nie miałabym nic przeciwko, jednak nasz ‘Hostal Colon’ nie należał do najbardziej zadbanych. A szkoda! Piękny kolonialny dom, blisko centrum miałby ogromny potencjał – zamiast tego zastaliśmy niezamiecione podwórze, brudną ‘kuchnie’ bez podstawowych naczyń, za to z resztkami (starymi)  jedzenia w szafce.

I began every day in Sucre with a delicious breakfast –  always in the ‘Abis Cafe’ at the Plaza 25 de Mayo (just off the main square). A little ‘posh’ one I must admit, but as they say – the first meal is the most important and there’s nothing like eating it in a nice (clean) place.

Alternatively, I could had made some  sandwiches  in our the hostel’s  ‘kitchen’ – what I would normally do, but our  ‘Hostal Colon’ wasn’t  very  well maintained.  What a  pity!  Beautiful colonial house, close to the center would have a huge potential – instead we found messy  yard, dirty ‘kitchen’ without basic dishes,  but with  the remains (old) of  food in the cupboard.

Ja zakwaterowana zostałam z koleżanką w pokoju 2-osobowym (w Sucre to standard) zaraz przy ‘kuchni’ na parterze – ponieważ pokój był częścią zadaszonego patio, nie mieliśmy w zasadzie okna, tylko przeszklone drzwi. Wyposażenie pokoju było nader skromne i zakurzone, ściany trochę zagrzybione. Dodatkowa atrakcją były komary, które pozostawiły po sobie pamiątkę pod postacią swędzących bąbli na nogach. Łazienka, w podwórzu z prysznicem, który był gorący tylko wtedy, kiedy woda leciała ciurkiem – a wszystko to za 60 bs.????!

Szczęśliwie, miałam przy sobie kartki przewodnika wydrukowanego z ‘Wiki Travel’, który wspominał kilka lepszych miejsc w okolicy. Naprędce wybraliśmy się wiec na poszukiwania: po chwili staliśmy pod brama ‘Gringo Rincon’, by niestety dowiedzieć się, ze nie ma wolnych miejsc… Cóż, podobno jest to najlepszy hostel za 40 bs., wiec trudno się dziwić. Wstąpiliśmy do innego, tam chciano 120 bs. od osoby – troszku za wiele.

I was allocated in a double room with a friend (it is a standard in Sucre)  right next to the ‘kitchen’ on the ground floor – because the room was part of a roofed patio, basically we had no windows, only a glass door. Room was very modest and dusty with a bit moldy walls. Additionally there were mosquitoes, which left a souvenir on my legs in the form of itchy bubbles. Bathroom with a shower was located in the courtyard and the water was hot only when’ dripping’ slowly – all this for 60 bs.??!

Luckily, I had a guide printed from ‘Wiki Travel’, that recalled few better places in the area. So we went hastily on the lookout for a new place: and a moment later we stood at the gate of ‘Gringo Rincon’ to sadly learn that there were no free rooms … Well, apparently this is the best hostel for 40 bs., so it is hardly surprising that it’s full. We walked to the other, where they wanted 120 bs. per person – a  little too much.

Najbardziej spodobał mi się ‘Hostal Inka’, z wyremontowanymi pokojami 3-osobowymi z łazienką,  telewizorem na ścianie i oknem (:) – ulokowanymi wokół przestronnego dziedzińca, który został świeżo zamieciony, wszystko to za jedyne 60 bs. (gdyby przyszło nas więcej, za 50 bs.)! Przyznam, trochę mnie zastanowił brak turystów, ale jakie to ma znaczenie? Ważne, ze miejsce było lepsze niż poprzednie! Zadzwoniliśmy żeby przekonać innych, ale kiedy okazało się, ze nasze bezokienne pokoje są za 35 bs., nikt nie chciał się przenosić… Cóż, nie będę przecież sama mieszkała w wielkim pustym ‘Hostalu Inka’ – biorąc jednak pod uwagę to, ze zaoszczędziłam 25 bs. – postanowiłam za te pieniądze uraczyć się śniadaniem w jakimś lepszym miejscu.

I liked the most ‘Hostal Inka’, with renovated tipple or double rooms with bathroom, TV on the wall and the window (:) – located around the spacious courtyard, which was freshly swept – and all this for only 60 bs. (if we came with more people, for 50 bs.)! I admit, I kinda thought that this place appeared somehow empty, but does it matter? Important was that the place was better than the previous one! We called to convince others to move, but when it turned out that our windowless rooms are for only 35 bs. nobody wanted to leave … Well, surely I didn’t want to live alone in a big empty  ‘Hostal Inka’ – but taking into account that I  saved 25 bs.,  I decided to eat a nice breakfast in a ‘posh’ place.

Padło właśnie na ‘Cafe Abis’której właścicielem jest Belgijczyk, ponieważ mój przewodnik przekonywał, ze miejsce to jest mile i przyjazne, a jedzenie przepyszne. ‘Wiki’ się nie myliła – za mniej niż 25 bs. raczyłam się zapiekanym panini z serem i szynka lub z kurczakiem i cebulką, tostami z konfiturami + dużym kubkiem herbaty z cynamonem. W oczekiwaniu na te pyszności, mogłam w spokoju planować następny dzień zwiedzania na moich 3 mapach Sucre:) Ponieważ kafejka nie należy do najtańszych, przyciąga głownie obcokrajowców (jak Włocha Marco, który przyjechał do siostry na wakacje) i biznesmenów. Nie jest tam ani za pusto, ani za tłoczno. Czasem tylko wejdzie ktoś z ulicy na lody z gałki:)

Obiad i kolacje jadłam już wspólnie z przyjaciółmi, którzy mieli przerwę w konferencji. Pierwszego dnia polecono nam restauracje ‘Rockers’, której właściciel wyglądał jak zapalony fan Marlena Mansona, i której wnętrze zdradzało głęboką fascynacje muzyka rock (tylko te różowe ściany nie pasowały do wystroju, ale może się  nie znam….). Przyjemne i czyste miejsce z 3-daniowym obiadem za jedyne 15 bs.! Trudo to przebić prawda? Jedzenie co prawda szalu nie robiło, ale było całkiem smaczne i pożywne.

So, ‘Cafe Abis’, according to my ‘Wiki-guide’ was cozy and friendly with  delicious food. ‘Wiki’ was right – for less than 25 bs. I could eat toasted panini with cheese and ham or chicken and onions, toast with jam + big cup of tea with cinnamon. In anticipation for these delicacies, I could  plan my trip for the next day, exploring my 3 maps of Sucre :) Since the cafe is not the cheapest, attracts mostly foreigners (as Italian Marco, who was on holiday visiting his sister), and businessmen. This place is never  too empty or too crowded. Sometimes someone will pop over  from the street to buy home – made ice cream :)

I ate lunches and dinners together with friends who were having a break in the conference. The first day someone recommended restaurant ‘Rockers’, whose owner looked like an avid fan of Marilyn Manson, and whose interior showed deep fascination with ‘hard’ music (only the pink walls didn’t fit the decor, but maybe I am wrong? ….). It was a nice and clean place with a 3-course dinner for only 15 bs.! Amazing, isn’t it? Food wasn’t so incredible, but it was quite tasty and nutritious.

Wieczorem wybraliśmy się do baru, który mieścił się pod posadzka restauracji i od razu przypomniały mi się podziemne puby w Toruniu – w szczególności ‘nadziemny’ ‘Bunkier‘:)  Jako ze mieliśmy tam zjeść kolacje (po ponad godzinnym marszu po mieście okazało się jednak, ze tylko ja zostałam do nakarmienia), zamówiłam  frytki i wódkę ze Spritem – jakoś nie mam apetytu w takich miejscach. Kiedy w końcu mi je podano przeżyłam szok – były one przepyszne! Nie za tłuste, chrupiące, gorące, posypane odrobiną soli (co tutaj jest rzadkością) i pieprzem, polane keczupem, majonezem i musztardą, z bardzo pikantnymi chili w sosie sojowym! Pycha:) I to za jedyne 8 bs! Dodatkowe atrakcje dla fanów ciężkiej muzy:) Niestety nie pamiętam dokładnego adresu, ale było to gdzieś na skrzyżowaniu ulic Loa i Olaneta. Polecam.

In the evening we went to the bar, which was located under the floor of the same restaurant and immediately I had a flash-back of the underground pubs in Toruń – ‘above-ground ‘Bunkier’ in particular:). As we came there to eat dinner (after over an hour walking around the city I realized that I was the only one to be fed), I ordered french fries and vodka with Sprite – somehow I do not have appetite in such places. When finally the dish arrived I was shocked – it was delicious! Not too greasy, crunchy, hot, sprinkled with a bit of salt (which is a rarity here) and pepper, covered in stripes of ketchup, mayonnaise and mustard, with a very spicy chili dipped in a soy sauce! Great :) And for only 8 bs! Unfortunately I do not remember the exact address, but it was somewhere on the corner of Calle Loa and Olaneta. I truly recommend it.

Nie polecam natomiast lunchu na bazarze przy ulicy Ravelo – ‘Sopa de mani’ (z orzeszków ziemnych), nie przypominała mi niczym pysznej zupy, która wcześniej znałam z Cochabamby czy choćby bazaru w Potosi. Z drugiej strony, kosztowała tylko 4 bs.

Cenowa porażką była za to pizza w jednej z centralnie położonych restauracji – 1 za 60 bs., zjedzona na 5 osób. Przyznam, pyszna, ale jakby trochę za mała… Poza tym, przed podaniem pizzy przyniesiono nam śmiesznie małe talerzyki w kształcie kawałka pizzy oraz widelec i łyżkę. Tak, łyżkę! Dosyć długo dyskutowaliśmy po jakiego nam łyżka do pizzy, aż przybiegła do nas kelnerka przepraszając za pomyłkę:)

What I do not recommend is a lunch at the market on Calle Ravelo – ‘Sopa de mani’ (Peanut soup), didn’t look or taste like a delicious soup, which I knew before from Cochabamba  and bazaar in Potosi. On the other hand, it cost only 4 bs. Something for something.

Slightly higher price tag we met for a pizza in one of the central restaurants – 1 for 60 bs., eaten by 5 hungry people. Delicious, but a little too small though … Besides, before serving pizza they brought us senseless funny and plastic small plates shaped in  a piece of pizza with a fork and spoon. Yes, a tablespoon! After quite a long time of discussing what do we need a tablespoon for, the waitress came to us apologizing for the mistake :)

Następnego dnia zakupiłam za to najdroższą pomarańcze sezonu, od ulicznej sprzedawczyni soku, za cale 1 bs. (przypomnę tylko, ze 100 pomarańczy można kupić na bazarze w Cochabambie za 35 bs.). Cóż, mój organizm potrzebował witamin i minerałów, wiec po chwili wędrowałam w pełnym upale po śnieżnobiałych uliczkach z obrana pomarańczą w ręku, zastanawiając się, jak ja ‘rozgryźć’, żeby nie popryskać sokiem całego ubrania. I wiecie co, nie udało mi się wymyślić żadnego sensownego sposobu – wgryzłam się wiec w jeden koniec owocu i wyssałam z niego tyle soku, ile tylko się dało. Cóż za marnotrawstwo!

The next day I bought the most expensive oranges in whole Bolivia from the juice vendor on the street, one for 1 bs. (please, remember you can buy 100 oranges at the market in Cochabamba for less than 40 bs.). Well, my body needed the vitamins and minerals, so after a while I was wandering in the full heat along the snowy white streets with a peeled orange in my hand (its white skin was quite hard at that point), trying to figure out how to eat that fruit without splashing its  juice all over my clothes? And you know what, I could not think of any reasonable way – so I bit into one end of the orange and suck as much juice out of it as I could. What a waste!

Sucre – The City of Four Names *** Miasto o czterech nazwach

Sucre jest miastem na tyle ważnym w historii Ameryki Południowej, ze warto szerzej zapoznać się z jego historią, architekturą i innymi atrakcjami. A wiec zacznijmy od początku.

Last week I went together with the students of the University of San Simon of Cochabamba to Sucre – Bolivia’s capital. Before the journey I had read about the extraordinary charm of this historic city and beauty of its architecture. I must admit, I wasn’t disappointed – Sucre has it all: charming old town with a very well preserved colonial architecture, a pleasant temperate and dry climate throughout the year (although for someone from Central Europe this climate is rather hot;), interesting footprints of dinosaurs, waterfalls and mountains, crafts from the nearby Tarabuko (with one of the most beautiful fabrics in Bolivia) and … chocolate factory ‘Para Ti’.

Dzisiejsze Sucre zostało założone w roku 1538 pod nazwa Ciudad de la Plata de la Nueva Toledo’ czyli Srebrne Miasto Nowe Toledo. Wkrótce La Plata została stolica ‘Audiencia de Charkas’, która sprawowała piecze nad rozległym terenem Ameryki Południowej (dzisiejszy Paragwaj, Peru, Chile, Argentyna i Boliwia) – pod patronatem kolonialnego Wicekrólestwa Peru. Później przekształciła się w Wicekrólestwo ‘Rio de La Plata‘.

Sucre was founded in 1538 under the name “Ciudad de la Plata de la Nueva Toledo” or Silver City of New Toledo. Soon La Plata was the capital of‘Audiencia de Charkas’, which held custody over the sweeping area of ​​South America (present -day Paraguay, Peru, Chile, Argentina and Bolivia) – under the auspices of the colonial Viceroyalty of Peru. Later Sucre evolved into theViceroyalty’ Rio de La Plata “.

W 1609 w mieście powstało arcybiskupstwo a w 1624 – Uniwersytet Sw. Franciszka Ksawerego (drugi najstarszy w Ameryce Południowej). Do dziś Sucre jest duchową stolicą Boliwii, z ponad setką kościołów i licznymi konwentami oraz mekką studentów, także zagranicznych.

Kultura andaluzyjska, którą przynieśli konkwistadorzy, ma swoje odbicie w niezwykle bogatej architekturze prywatnej jak i kościelnej. Domy i urzędy zostały zbudowane wokół przestronnych dziedzińców (patio), oplecionych przepięknymi arkadami, zaś ich elewacje wyróżniają się licznymi balkonami (drewniane pochodzą z ery kolonialnej, metalowe z republikańskiej). Architektura kościelna jest mesklą renesansu (z elementami gotyku), baroku i neoklasycyzmu. W niektórych budowlach da się również zaobserwować tzw. metysaż, czyli wpływy rdzennej kultury indiańskiej (więcej na ten temat tutaj —> klik.)

In 1609 the archbishopric was founded and in 1624 – St. Francis Xavier University (the second oldest in South America). Until today, Sucre is the spiritual capital of Bolivia, with more than 100 churches and numerous convents.

Andalusian culture, brought by conquistadors, is reflected in a rich architecture, private and sacred. Private homes and offices were built around spacious courtyards (patios), braided with marvelous arcades, while the facades are characterized by a number of balconies (wooden are derived from the colonial era while the the metal ones from the republican). Church architecture is a mix of Renaissance (with elements of Gothic), Baroque and Neoclassicism. In some buildings can also be observed the so- called ‘mestizo’ style with the influences of the indigenous Indian culture.

Dzięki przyjemnemu klimatowi, Sucre stało się miejscem rezydowania właścicieli kopalni srebra w Potosi, które oddalone jest o 2 godziny (jazdy autobusem) – stad niezwykły rozwój tego miasta. (O Potosi pisałam wczesniej —> klik.)

Odzwierciedleniem nowobogackiego stylu życia jest zamek Glorietta – najdziwniejszy przykład historyzmu jaki przyszło mi oglądać, w życiu!

With its pleasant climate, Sucre became the residence of the owners of the silver mines in Potosi, which is just a 2 hours drive by bus – hence the development of this extraordinary city. (I wrote earlier about Potosi here ––> click.

A reflection of a newly rich lifestyle is best seen in a Castle of Glorietta – the strangest example of historic architecture that I’ve seen in my entire life!

W 1809 roku Sucre zapoczątkowało ruch wyzwoleńczy Boliwii (jak i całej Ameryki Południowej), by w roku 1826 stać się ‘prowizoryczną’ stolicą utworzonego ‘Alto Peru’, a 13 lat później – konstytucyjną stolicą Boliwii. Z upadkiem potęgi ekonomicznej w Potosi pod koniec XIX w. rząd Boliwii przeniósł się do La Paz i do dziś Boliwia posiada dwie stolice.

W roku 1991 Sucre zostało objęte patronatem UNESCO.

In 1809, Sucre started Bolivian liberation movement (as well as the whole of South America), in 1826 the city became a ‘provisional’ capital of newly created ‘Alto Peru’, and 13 years later – the constitutional capital of Bolivia. With the collapse of economic power of Potosi at the end of the nineteenth century, the government of Bolivia moved to La Paz and since that time Bolivia has two capitals.

In 1991 Sucre has became an UNESCO site.

4 nazwy Sucre to/ 4 names:

  • Charcas– pierwotna, przedkolonialna nazwa miasta/ the original, pre – colonial name of the city
  • La Plata– w czasach świetności kopalni srebra w pobliskim Potosi/ in times of splendor in the nearby silver mines of Potosi
  • Chuquisaca– imię nadane miastu w czasach walki o niepodległość/  name given to the city during the struggle for independence
  • Sucre– nazwa nadana miastu na sześć jednego z przywódców rewolucji – Antonio Jose de Sucre/ the name given to the city to commemorate one of the leaders of the revolution – Antonio Jose de Sucre. 

A ja dodam jeszcze jedną, która także jest powszechnie używana: ‘La Ciudad Blanca’, ponieważ większość budowli pomalowana jest na kolor biały. Nie polecam wiec zwiedzania miasta bez okularów przeciwsłonecznych i kremu z filtrem – grozi to ślepotą i poparzeniem. Polecam również zaopatrzenie się w sombrero (jego brak spowodował, ze chodziłam po mieście osłaniając twarz dłonią lub mapą albo szukając cienia, co nie było zbyt praktyczne).

And I will add another one, which is also widely used: ‘La Ciudad Blanca’, because most buildings are painted in white. That’s why I do not recommend visiting the city without sunglasses and sunscreen – it may cause blindness and burns. I recommend also sombrero (I walked around the city shielding my face with a hand or a map, searching for shade and it wasn’t too comfortable).

Swój tour zaczęłam od Plaza 25 de Mayo – głównego placu Sucre, który jest parkiem! Przyjemnie, prawda? Podobne skwery mają wszystkie miasta Boliwii.

I started my tour from the Plaza 25 de Mayo– Sucre’s main square, which is a park! Nice, isn’t’ it? Similar to Santa Cruz and Cochabamba.

Swoje pierwsze kroki skierowałam do Katedry Guadalupe – kojarzy Wam się z czymś ta nazwa? Oczywiście – z telenowelami meksykańskimi,  w których główne bohaterki wznosiły swe modły do Matki Boskiej z Guadalupe i właśnie w katedrze w Sucre znajduje się jeden z Jej wizerunków! Ponieważ miasto obchodziło święto maryjne, katedra była otwarta dla zwiedzających, a święty obraz w przebogatej sukience, wystawiony na pokaz.

Normalnie by go zobaczyć, trzeba zakupić bilet w muzeum katedralnym za 40 bs. bez możliwości robienia zdjęć. To najważniejsze muzeum w Boliwii mieści obiekty sztuki sakralnej i świeckiej. Przewodnik wspomina pinakotekę z malarstwem m.in. Van Dycka i Zurbarana, ale mnie poinformowano, ze znajduje się ona w innej części miasta, gdzie trzeba zakupić dodatkowy bilet (?). Cóż, było to jedne z niewielu miejsc, których nie odwiedziłam.

First I went to the Cathedral of Guadalupe – do you associate this name with something? Of course – with Mexican soap operas, in which the main characters always pray to Our Lady of Guadalupe, and the Cathedral of Sucre houses one of Her images! Because the town celebrated the feast of St. Mary, the cathedral was open to the public, and the holy image in beautifully rich dress was on the show.

Normally to see it you have to purchase a ticket in the cathedral museum for 40 bs. without possibility of taking pictures. In the most important museum in Bolivia the sacred and secular objects of art can be seen. Guidebook says of Pinacoteca with Van Dyck and Zurbaran, but I have been informed that it is located in a different part of the city and that I have to buy an extra ticket (?). Well, it was one of the few places that I have not visited.

 

Budowa katedry rozpoczęła się w roku 1559, ale widoczne są w jej architekturze wpływy zarówno renesansowe, barokowe jak i neoklasyczne. W jej obrębie znajduje się Kaplica Virgen de Guadalupe ze świętym obrazem.

Construction of the cathedral began in 1559, but Renaissance, Baroque and Neo-classical influences can be seen in the architecture. Cathedral contains also the Chapel of the Virgen de Guadalupe with the sacred image.

Po muzeum postanowiłam zwiedzić pobliskie budowle urzędowe, jednak z powodu protestu (a jakże!), były one zamknięte. Gdy przemarsz dobiegł końca, odwiedziłam Casa de Libertad – najważniejszą budowle w kraju, w której Simon Bolivar ogłosił republikę, i która do dziś przechowuje karty pierwszej konstytucji Ameryki Południowej. Fasada jest pięknym przykladem architektury kolonialnej z drewnianymi balkonami.

After the museum I decided to visit the nearby government buildings, but because of the protest (of course!), they were closed. When the parade was over, I visited Casa de Libertad – the most important building in the country in which Simon Bolivar proclaimed Republic, and which still holds first constitution of South America. Facade presents a beautiful example of colonial architecture, with wooden balconies.

 

Prefectura de Chuquisaca – czyli budynek rządu (dzis tylko regionalnego), w którym przemiły strażnik pozwolił mi zrobić kilka zdjęć oraz poinformował, ze za kilka tygodni będzie można go zwiedzać i podziwiać panoramę miasta z dachu. Jest to najbardziej reprezentacyjny budynek w stylu republiki.

Prefectura de Chuquisaca – a government building (now only regional), where nice guard allowed me to take some pictures and reported that in a few weeks building will be open to public to explore and admire the panorama of the city from its roof, is the most representative building in the style of the Republic.

Wędrując ulicą Calvo, przylegającą do głównego placu, odwiedziłam kościoły Santo DomingoSanta Clara (w którym znajduje się muzeum, którego nie znalazłam (?) oraz najstarszy kościół Sucre – San Lazaro (1544). Niestety ten ostatni i poniekąd najciekawszy okazał się zamknięty dla zwiedzających, zostało mi wiec do podziwiania jego zewnętrze oraz ciekawie zdobiona sucha fontanna.

Wandering along Calvo street from the main square, I visited churches ofSanto Domingo, Santa Clara (in which the museum is located that I didn’t find (?) and the oldest church in Sucre – San Lazaro (1544). Unfortunately, the last and most interesting church turned out to be closed , so I was left to admire its exterior and interestingly decorated (dry) fountain.

Stad już niedaleko do La Recoleta, gdzie znajduje się kościół i muzeum oraz taras widokowy. To miejsce odwiedziłam jednak ostatniego dnia z wycieczką uniwersytecką. Niestety, ciekawie wyglądające na ulotkach Muzeum Sztuki Tradycyjnej było już zamknięte… Coz, następnym razem:)

From there it was very close to La Recoleta, where the church, museum andmirador are located, but I visited this place on the last day with the students. I admit, the church wasn’t’ very interesting and The Indigenous Art Museum unfortunately was already closed … Well, next time :)

W drodze powrotnej postanowiłam odwiedzić jeszcze Muzeum Kolonialne (Museo Colonial Charcas) i wiecie co? – było ono w (rocznym) remoncie! Moje szczęście…

On the way back I decided to visit the Colonial Museum (Museo Colonial Charcas) and guess what? – It was in the (annual) renovation! My luck …

Cdn./ To be continued…

Bolivian Chocolate *** Boliwijska czekolada

Przed wyjazdem, czesto slyszelismy, ze w Boliwii nie mozna dostac dobrej czekolady – majac to w pamieci, zakupilismy na wyprzedazy w Tesco okolo 20 tabliczek ‘Finest’ (no bo jak mozna przejsc obojetnie obok dobrej czekolady za 50 centow?).

Niestety, nie znalezlismy miejsca dla slodkosci w naszych walizkach (…), wiec po przylocie musielismy sie zmierzyc z boliwijska czekoladowa rzeczywistoscia.

I co? No coz, wyboru duzego tutaj nie ma – w supermarketach mozna znalesc kilka rodzajow, przewaznie czekolady mlecznej. Podczas spaceru po okolicy natrafilismy natomiast na sklep ze slodyczami, a tam znalezlismy calkiem ladnie opakowane tabliczki ‘gorzkiej’ produkowanek w Sucre ‘Para Ti’ ( w cenie nieco ponad 50 centow).

 

Inne nie znaczy gorsze i przyznajemy, ze nam smakowala!

Na urodziny otrzymalam kolejna, ‘super – gorzka’, w eleganckim opakowaniu ‘El Ceibo’ – i daje slowo, czekolada ta miala smak miodu. Cos pieknego! W dodatku, jest to produkt produkowany od poczatku do konca w Boliwii: kakao jest pozyskiwane z upraw w Alto Beni – nisko polozonej tropikalnej czesci na polnocy kraju i transportowane do wysoko poloznej w Andach fabryki czekolady.

Moral: nie uprzedzaj sie do rzeczy, ktorych nie sprobowales/-as – rozni ludzie maja rozne sa gusta, ale i tak twoj jest najwazniejszy!

***

Before leaving to South America, we often heard that you can’t get good chocolate in Bolivia – so with this in mind, we bought on sale at Tesco about 20 chocolate bars ‘Finest’ (how can you pass indifferently by a chocolate for 50 cents?).  Unfortunately, we didn’t find room for them in our suitcases (…) so upon arrival, we had to face reality of Bolivian chocolate.

And what? Well, I must admitt there was not much choice in supermarkets where we could find only a couple of types, mostly of milk chocolate. However, while walking around the area, we came across candy shop, and there we found nicely packaged bars of ‘bitter’ chocolate from Sucre – ‘Para Ti’ (for just over 50 cents).

Different doesn’t mean worse! We really liked it.

On tmy birthday, I received another, ‘super – bitter  chocolate”, in an elegant package’ El Ceibo ‘- and I could swear this chocolate had a taste of honey. Something beautiful! What’s more, this is product trully Bolivian: organic cocoa is grown in Alto Beni, the low – altitude tropical northern part of a country and transported to high – altitude factory in Andes.

Moral: do not make an opinion before trying yourself – different people have different tastes, but yours is the most important!:)